Najciekawsze spory popkulturowe

W tym roku po raz kolejny miałam przyjemność uczestniczyć w Łódzkim Festiwalu Fantastyki Kapitularz. Odkąd pojawił się w Łodzi kilka lat temu, byłam na każdej edycji. Najpierw jako fanka - chodziłam na prelekcję, chłonęłam atmosferę i grałam w planszówki.

Dwa lata temu, zupełnie niespodziewanie, odwiedziłam Kapitularz jako prelegentka. To od tego zaczęła się moja przygoda z prezentacjami. Bez tamtej jesieni nie byłoby dzisiaj ani zajętego września, ani kanału na YouTube, ani tym bardziej coraz śmielszych planów dotyczących tego, do kogo mogę wyjść z prawem autorskim, komu i jak mogę przekazać odrobinę wiedzy - a obok pomocy Klientom, to jest dla mnie drugi filar mojej pracy.

Rok temu spróbowałam swoich sił, pomagając organizatorom Kapitularza w poszukiwaniu niebanalnych osób, które zgodziły się przyjechać do Łodzi i przygotować prezentacje na temat fantastyki i popkultury. Pojawiło się wielu fantastycznych ludzi i cieszę się, że miałam okazję ich poznać.

W tym roku ponownie stanęłam po drugiej stronie barykady i - również w sali popkulturowej - opowiadałam o tym, co dzieje się, kiedy popkultura wychodzi z ram filmów,komiksów czy książek i idzie do... gmachu sądu. Prawnicy i popkultura to wbrew pozorom całkiem popularne połączenie.


Serdecznie zapraszam do obejrzenia całej prezentacji!





Masz pytania? Napisz do mnie! Podoba Ci się ten wpis? Pokaż go znajomym! Możesz łatwo użyć w tym celu Facebooka. Wolisz mnie posłuchać? Zapraszam na kanał na YouTube.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Po co freelancerom licencja?



Znajomy freelancer - informatyk z własnym startupem - opowiedział mi ostatnio, że miał spore problemy z dokończeniem projektu dla klienta. Okazało się, że pracował na oprogramowaniu, do którego kilka lat temu wykupił licencję. Wykonał pracę dla klienta z użyciem narzędzi na tej właśnie licencji. Jednak kiedy od klienta wróciły poprawki i przyszło do ich wprowadzenia, okazało się, że… licencja wygasła. Nie dało się wprowadzić poprawek.

Licencja to niepozorna rzecz, która jest trochę jak ubezpieczenie: nie zauważamy jej, kiedy ją mamy, ale za to doskonale wiadomo, kiedy jej nie ma.

Licencja jest umową. Tak, kiedy klikasz “I agree”, instalując nowy program na komputerze, tak naprawdę zawierasz umowę licencyjną. Godzisz się na jej warunki.
W sensie prawnym licencja to pozwolenie na to, żebyś mógł używać cudzej pracy, która stanowi utwór w rozumieniu ustawy prawie autorskim i prawach pokrewnych. I w drugą stronę: licencja to także pozwolenie na korzystanie z Twojej pracy, o ile to Ty jesteś jej autorem lub autorką.

Możesz sobie tego nawet nie uświadamiać, ale licencje są wszędzie i sam korzystasz z ich dobrodziejstwa na co dzień. Każda kupiona gra, każdy program komputerowy, aplikacja na komórkę czy choćby Netflix albo płyta DVD - to wszystko działa w oparciu o licencje.


Jeśli jesteś freelancerem albo masz własny start-up, licencje pojawią się zapewne w Twojej codziennej pracy. Zobacz, gdzie powinieneś zwrócić na nie szczególnie baczną uwagę (a konkretnie na to, żeby jednak były):

  • licencje na oprogramowanie - to wydaje się banalne, ale wielu firmom zdarza się zapomnieć o odnowieniu licencji np. na na oprogramowanie specjalistyczne i w najmniej oczekiwanym momencie zdarza się, że program do obróbki zdjęć czy filmów mówi “Stop”.

    Po drugie przedsiębiorcy zapominają nieraz, że muszą kupować licencje przeznaczone specjalnie dla działalności gospodarczej. Jeśli pakiet Office, to dla firm, nie wersja domowa.
  • licencje na grafiki, dźwięki, zdjęcia - jeżeli na co dzień korzystasz z cudzej pracy i to takiej, która nie jest w domenie publicznej, pamiętaj o licencji. Możesz wykupić zdjęcie w banku zdjęć (lub korzystać z takiego na wolnej licencji) albo zwrócić się bezpośrednio do autora zdjęcia. Zaufaj mi: nie chcesz, żeby w Twojej kampanii reklamowej pojawiło się cudze zdjęcie bez pytania o zgodę. Albo wycofywać z tego powodu produkt ze swojego sklepu internetowego.
  • licencja na biblioteki i inne komponenty oprogramowania - programiści doskonale wiedzą, że rzadko kiedy pisze się cały kod od zera. Dla prawników byłaby to całkiem fajna sytuacja - nie zastanawialibyśmy się, czy na pewno partner naszego klienta nie narusza (nawet przypadkiem!) cudzych praw, nie pisalibyśmy długich klauzul umownych, żeby się zabezpieczyć (i przy okazji dostawalibyśmy mniej pytań o to, czy na pewno te umowy muszą być takie długie - czasami muszą!). Jest to jednak nierealne, dlatego każdy programista korzysta w swojej pracy z gotowych elementów kodu często pod postacią tzw. bibliotek.

    Niektóre biblioteki są dostępne na wolnych licencjach, za darmo - i wtedy nie ma problemu, trzeba tylko przestrzegać warunków licencji (np. podać autora kodu lub udostępnić własne modyfikacje kodu biblioteki, jeśli jakieś zostały wprowadzone). Ale część z nich jest płatna. Pamiętaj o tym, na przykład zapisz sobie datę wygaśnięcia licencji, żeby odpowiednio wcześnie ją odnowić. Inaczej może się okazać, że nie jesteś w stanie zrobić poprawek do swojego kodu. A w takich chwilach najczęściej lubią pojawiać się niespodziewane deadline’y.

Jeżeli masz szczegółowe pytania dotyczące licencji albo chcesz się podzielić swoimi przygodami z prawem autorskim, zapraszam do komentowania. A jeśli wolisz słuchać, niż mówić, to już we wrześniu będzie ku temu kilka okazji. 

Zapotrzebowanie na prawo autorskie jest coraz większe - a ja korzystam z okazji i staram się o nim jak najwięcej opowiadać. Więcej szczegółów będę mogła podać wkrótce - obserwuj blog i Facebooka.


Masz pytania? Napisz do mnie! Podoba Ci się ten wpis? Pokaż go znajomym! Możesz łatwo użyć w tym celu Facebooka. Wolisz mnie posłuchać? Zapraszam na kanał na YouTube.

Tagi: , , , , , , , , , ,

Czas na wywłaszczenie z praw autorskich?

Ostatnie nowelizacje przepisów dotykających sądownictwa budzą w nas - prawnikach - wielkie emocje. Na pewno mogliście to zauważyć w prasie, w telewizji, na profilach znajomych radców prawnych, adwokatów czy sędziów na Facebooku albo Twitterze. Wiele przepisów niepokoi i każe się zastanawiać, jak będą wyglądały w praktyce. 


Ale wśród emocji i dyskusji dotyczących tych zmian ginie coś, co dotknie bezpośrednio nie tylko prawników. Dyskretnie wśród nowych przepisów są też takie dotyczące prawa autorskiego. Boi się - i słusznie - branża informatyczna.

Planowane przepisy stanowią, że Minister Sprawiedliwości będzie mógł “przyznać Skarbowi Państwa uprawnienia wynikające z autorskich praw majątkowych do programu komputerowego obsługującego sądowe systemy informatyczne”. Pod tym eleganckim sformułowaniem kryje się tak naprawdę wywłaszczenie.

Kiedy będzie można pozbawić praw autorskich do oprogramowania?


Minister Sprawiedliwości będzie mógł skorzystać ze swoich nowych uprawnień, jeśli:
  • będzie zagrożona sprawność działania lub ciągłość funkcjonowania programu,
  • zapewnienia jego sprawności lub ciągłości wymaga ważny interes państwa lub dobro wymiaru sprawiedliwości,
  • a porozumienie w tym zakresie z osobą, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego napotyka przeszkody.

Jakie przeszkody może napotkać porozumienie? Możemy wyobrazić sobie np. przeszkodę zbyt niskiego wynagrodzenia. Albo zbyt długiego czasu trwania negocjacji. Tylko czy dla Ministra to będzie znaczyło pół roku czy np. dwa tygodnie? Co z innymi powodami, które nie są przecież konkretne?

Wywłaszczenie to ma się odbyć za wynagrodzeniem (ustalanym przez Ministra) i będzie od niego przysługiwało odwołanie do sądu powszechnego. Jednak myślę, że to nie wynagrodzenie będzie największym problemem dla dostawców oprogramowania, a inny fragment planowanych przepisów: “Minister Sprawiedliwości może nałożyć na osobę, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, obowiązek wydania dokumentacji i kodów źródłowych tego programu, w tym bibliotek i instrukcji niezbędnych do osiągnięcia kodu wynikowego. W takim przypadku decyzja może określać format i formę przekazania dokumentacji i kodów źródłowych.”

Trudno mi sobie wyobrazić, żeby jakakolwiek firma chciała podzielić się kodem źródłowym. I tu moim zdaniem będzie największy problem z nowymi przepisami. 

Ustawa jest w Senacie.

Tagi: , , , , , , ,

Nadruki na koszulkach i gadżetach a prawo autorskie





Wiele artykułów, które możecie tutaj przeczytać, to odpowiedzi na pytania: klientów, czytelników, znajomych. Prawo autorskie wywołuje mnóstwo pytań i wątpliwości, które staram się tłumaczyć i rozwiewać. Tak samo było tym razem. 

Pytanie brzmiało: czy można umieszczać na koszulkach i gadżetach inspirujące cytaty - z wierszy, filmów, piosenek, a następnie te koszulki sprzedawać? 
W tym pozornie krótkim pytaniu pojawia się kilka ciekawych problemów i jest to dobra okazja, żeby zrobić ich przegląd.



Ponieważ cytat jest pojęciem prawa autorskiego, to dla rozróżnienia, pisząc o “krótkim cytacie” albo “inspirującym cytacie” mam na myśli fragmenty innych utworów, które mogą być umieszczane na koszulkach lub gadżetach.

Czy inspirujący cytat jest utworem?

Prawo autorskie chroni utwory. Co z tego wynika? Otóż żeby wiedzieć, czy w przypadku danego inspirującego cytatu (tekstu) wchodzi w ogóle w grę ochrona prawa autorskiego, musimy ustalić, czy taki tekst jest utworem. To ważne dla twórców, którzy pragną uzyskać ochronę i dla tych, którzy chcieliby z cudzej twórczości skorzystać w legalny i bezpieczny sposób.
Zgodnie z przepisami ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, utwór to każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Utworem może być w zasadzie wszystko. Jako przykłady utworów ustawa wymienia m. in. utwory fotograficzne, plastyczne i wyrażone słowem.


Z kolei ochrona prawa autorskiego nie obejmuje m. in. pomysłów, zasad działania, idei.


Czy krótki cytat mieści się w powyższych kryteriach?

Odpowiedź brzmi: może się mieścić. Jeżeli cytat ma formę złotej myśli czy aforyzmu, jest szansa, że stanowi utwór w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz, red. D. Flisak, Wolters Kluwer Polska S.A., 2014). Oczywiście aby być utworami, musiałby się wyróżniać, nie być standardowy. W moim przekonaniu łatwiej będzie o ochronę inspirującego cytatu stanowiącego pewną całość.

CO MÓWI SĄD

W polskich sądach było już kilka podobnych spraw.


“Baśka nie miała fajnego biustu”

Pierwsza ze spraw, o których warto wiedzieć, dotyczyła zbitki “Baśka miała fajny biust”. Oczywiście od razu kojarzymy, że to sformułowanie pochodzi z piosenki zespołu Wilki. Na pierwszy rzut oka mogłoby się więc wydawać, że jako część tekstu piosenki, w dodatku tak rozpoznawalnej, wyrażenie to utworem jak najbardziej jest. Tymczasem Sąd Apelacyjny w Warszawie, który zajmował się tą sprawą uznał, że zwrot “Baśka miała fajny biust” nie jest utworem (wyrok z 14.05.2007 r., sygn. Akt: I ACa 668/06). 


Sąd stwierdził, że - w tej sprawie - “banalny i prosty zwrot językowy stanowiący fragment piosenki “Baśka miała fajny biust” nie był w reklamie “cytatem ani zapożyczeniem, co najwyżej inspiracją i odwołaniem do odległych skojarzeń” (fragment uzasadnienia wyroku).
W reklamie piwa, która była osią sporu, nie doszło do użycia wprost zwrotu “Baśka miała fajny biust”, ale pojawiło się zdanie “Baśka nie miała fajnego biustu”, w oczywisty sposób nawiązujące do popularnej piosenki. Sąd Apelacyjny rozpoznający sprawę wskazał, że umieszczenie takiego tekstu w reklamie nie powoduje, aby przeciętny, obiektywny widz przyjął, że autor piosenki rekomenduje reklamowane piwo.

Ciekawostka: sam powód-artysta przyznał w pozwie wniesionym w tej sprawie, że zwrot “Baśka miała fajny biust” nie jest utworem. Dochodził swoich roszczeń na innej podstawie - wskazując, że reklama stanowiła naruszenie treści i formy utworu oraz uprawnienia do decydowania o jego rzetelnym wykorzystaniu (czyli autorskich praw osobistych).


Serce jak dzwon - popularne powiedzenie, a nie slogan reklamowy

Podobna sprawa dotyczyła wyrażenia “serce jak dzwon”, w którym Sąd Najwyższy również nie dopatrzył się utworu (wyrok 04.03.2002 r., sygn. Akt: V CKN 750/00). To hasło zostało użyte jako slogan reklamowy. 

Sąd uznał, że - ogólnie rzecz biorąc - slogan reklamowy może być utworem. Może być oryginalny, nawet jeżeli składa się ze słów, które same w sobie nie są oryginalne - ale ich połączenie takie jest. 

Oryginalność sloganu reklamowego może się, zdaniem sądu przejawiać “w jego formie wewnętrznej (która przejawia się w systemie powiązań, takich jak kompozycja), bądź w zewnętrznej formie (przykładowo, w budowie i doborze słów). Może on być tzw. “poezją reklamową” lub “handlowym epigramatem” (czyli aforyzmem; fragment uzasadnienia wyroku).

Ale slogan “serce jak dzwon” nie został uznany za oryginalny, jako powszechnie znane powiedzenie o “sercu zdrowym bijącym regularnie”

“Powiedzenia zaś, podobnie jak słowa, idiomy, czy przysłowia należą do domeny publicznej i każdy ma prawo do korzystania z nich” (fragment uzasadnienia wyroku).
Co ważne, sąd podkreślił również, że zestawienie sloganu z reklamowanym produktem samo w sobie nie ma charakteru twórczego i nie może podlegać ochronie prawa autorskiego.

Kobieta pracująca (w reklamie)

Nazwa “Kobieta pracująca” nie jest nazwą oryginalną, czyli nazwą o wysokim ładunku intelektualnym lub emocjonalnym oraz wyobrażeniowym (...). Krótka jednostka słowna, aby uzyskać ochronę na podstawie przepisów prawa autorskiego musi posiadać autonomiczną wartość twórczą, autonomiczne cechy utworu, określone w prawie autorskim i zdolność do samodzielnej egzystencji na różnych polach eksploatacji (sposobach korzystania - przypis autorki). Sama idea, pomysł, polegający na połączeniu określonego słowa ze sposobem jego wykorzystania w ściśle określonym celu, nie podlega takiej ochronie (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 16.04.2013 r., sygn. Akt: I ACa 1216/12).

W tej sprawie znowu chodziło o reklamę, w której pojawiła się stworzona postać kobiety wykonującej różne zawody - ni mniej ni więcej, tylko właśnie kobiety pracującej. Takie hasło padało zresztą w reklamie - “jestem kobietą pracującą”. Zostało uznane, podobnie jak w sprawie “Baśki”, za banalny i prosty zwrot językowy, który nie jest chroniony prawem autorskim.

Juliusz Machulski kontra RMF FM

Do sądu zawędrowała też sprawa jednego z najsłynniejszych cytatów z “Seksmisji”: “ciemność widzę, oj, widzę ciemność”. Sąd uznał, że ten cytat także nie jest utworem (wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 05.03.2004 r., sygn. Akt: I ACa 35/04). Pełna teza sądu brzmiała: 

“Efekt twórczości, np. scenariusz czy wyreżyserowana wypowiedź aktora zredukowany do krótkiej figury retorycznej jest na tyle ogólny, że posiada wartość idei. Jako taki, o walorze abstrakcyjnym i ogólnym nie stanowi przedmiotu prawa autorskiego, gdyż traci cechę oryginalności”.
Wrócimy jeszcze do tej sprawy, ponieważ jest ważna również w inny aspekcie omawianego tematu.


Ogólna zasada


W jednym z orzeczeń Sąd Apelacyjny w Warszawie stwierdził ogólnie, że 

“Krótkie jednostki słowne takie jak zdania, ich części, czy też pojedyncze słowa, nie podlegają generalnie ochronie autorskoprawnej (wyrok z 23.12.2014 r., sygn. Akt I ACa 703/14).
Wnioski

Czy wyroki, które opisałam, przydadzą Ci się na przyszłość? I tak, i nie. Pokazują kierunek myślenia sądów (a to sąd będzie decydował o wyniku ewentualnego sporu) i wskazują, że bardzo proste wyrażenia, nawet popularne, niekoniecznie muszą być chronione prawem autorskim (ale mogą być chronione inaczej, o czym niżej).

Z drugiej strony, musisz pamiętać o jednym: każda sprawa jest inna. Hasła, które wydają się na pierwszy rzut oka podobne, nie muszą wcale takie być w ocenie sądu. 

Znaczenie będzie mieć też długość inspirującego cytatu. W doktrynie prawa autorskiego i w orzecznictwie sądów, nie zawsze, ale dość często, pojawia się kwestia tego, że niektóre wytwory są za krótkie, żeby spełniać cechy utworu. Z tego powodu toczą się dyskusje co to tego, czy sam tytuł danego dzieła może stanowić utwór.

JAK ZACYTOWAĆ UTWÓR

Sposób cytowania określa ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jej art. 29 mówi: 

Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości. 

Z przepisu wynikają następujące wnioski:

  • Cytowanie odbywa się w utworach. Samo umieszczenie napisu na koszulce czy gadżecie nie będzie najprawdopodobniej cytatem (chyba, że krój koszulki czy wygląd gadżetu byłby oryginalny, niestandardowy. Wpisane inspirującego cytatu we własną grafikę stanowiącą utwór, znajdującą się na koszulce (breloku, torbie itp.) miałoby już szanse spełnić kryteria prawa cytatu.
  • Cytować wolno urywki rozpowszechnionych utworów, jeśli te utwory są dłuższe albo drobne utwory w całości (np. krótki wiersz). Fotografie można cytować w całości.
  • Przepis nie rozróżnia celu cytowania na użycie komercyjne i niekomercyjne…
  • Ale! można cytować tylko w określonych celach, na przykład po to, aby zilustrować artykuł przykładami (przykładowo, omówienie typów chwastów ogrodowych z ich zdjęciami). Cytowanie cudzych utworów na koszulkach, brelokach czy torbach raczej się w powyższych celach cytatu nie zmieści.

Trzeba też pamiętać, że zawsze trzeba podać autora i źródło cytatu, co może być problematyczne na ograniczonej powierzchni nadruku. Cytat trzeba też odpowiednio oznaczyć, tak by było wiadomo, która część utworu nie jest naszego autorstwa.Uwaga! Dotyczy to nawet tych utworów, do których prawa autorskie majątkowe już wygasły.

CZY TYLKO PRAWO AUTORSKIE

Narzędziem do ochrony utworu - podstawowym - są przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jak się okazuje, często nawet bardzo znane, krótkie fragmenty utworów - np. tekstów piosenek - nie muszą zostać uznane za utwory.


Czy to znaczy, że ich twórcom nie przysługuje żadna ochrona i muszą po prostu pogodzić się z tym, że ktoś wykorzystuje (i zarabia) na czymś, co stworzyli? Na szczęście dla twórców, nie. 
Dobra osobiste

W sprawie zwrotu “ciemność widzę, oj, widzę ciemność” sąd mimo wszystko uznał, że mogło dojść do naruszenia prawa do twórczości w rozumieniu art. 23 kodeksu cywilnego. Przepis ten mówi: 

Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.

Dobra osobiste to pojęcie, które nie będę szerzej rozwijać w tym artykule - to temat na osobny, obszerny wpis. 

Jednym z dóbr osobistych jest właśnie twórczość. Sąd w sprawie cytatu z “Seksmisji” wskazał, że: 

“Przejęcie od innego twórcy określonej poetyki twórczości - dla innych powszechnych celów płaszczyzn kultury - może prowadzić do ochrony twórczości tego artysty”. Sąd uznał, że wykorzystanie znaczącego pomysłu z filmu “Seksmisja” do celów reklamy, bez zgody twórcy, jest aktem bezprawnym. Tak więc okoliczność braku zgody na wspieranie własną twórczością akcji reklamowej innej osoby uzasadniałaby ochronę na podstawie dóbr osobistych. 

Nieuczciwa konkurencja

Jak wskazano w orzecznictwie, wykorzystanie tytułu może stanowić działanie naruszającego zasady uczciwej konkurencji (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16.04.2017 r. I CSK 24/09).

Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji reguluje zapobieganie i zwalczanie nieuczciwej konkurencji w interesie publicznym, przedsiębiorców oraz klientów. Za czyny nieuczciwej konkurencji ustawa uznaje działania sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeśli zagraża lub narusza interes inne przedsiębiorcy lub klienta. Istnieje kilka typów czynów nieuczciwej konkurencji, np. wprowadzające w błąd oznaczenie przedsiębiorstwa.

Wnioski

Zatem, jako używający: pamiętaj, że sam brak ochrony ze strony prawa autorskiego nie oznacza jeszcze, że można dowolnie wykorzystywać cudzą pracę lub jej fragmenty. Twórca ma też inne sposoby obrony. Warto myśleć o tym od razu, tak aby nie stwarzać sobie problemu na później.

A jako twórca: pamiętaj, że możesz bronić się na kilku frontach. Jeśli tylko jest taka potrzeba, mądrze z tego korzystaj.

PODSUMOWANIE

Najważniejszy wniosek, jaki płynie z analizy problematyki umieszczania inspirujących cytatów na koszulkach czy gadżetach jest taki, że nie da się z góry przewidzieć, czy naruszymy cudze prawa, korzystając z fragmentu cudzej twórczości w naszej działalności przy okazji tego rodzaju działalności zarobkowej. 

Inspirujące cytaty nie muszą okazać się same w sobie utworami i wtedy ochrona prawa autorskiego nie będzie wchodziłą w grę. Może się jednak okazać, że autor zakwestionuje dopuszczalność naszego działania w oparciu o przepisy dotyczące dóbr osobistych czy zwalczania nieuczciwej konkurencji.

Pamiętajmy też, że cytowanie wymaga określonego celu, a także podania autora i źródła. Ponadto cytować możemy wyłącznie we własnym utworze - samo nadrukowanie napisu na koszulkę to za mało.

Możemy jednak korzystać z przysłów lub idiomów, znajdujących się w domenie publicznej.

Podsumowując, każdy przypadek trzeba niestety oceniać indywidualnie. Na pewno jednak warto zachować szczególną ostrożność, korzystając z cudzych utworów, zwłaszcza jeśli mają być centralnym punktem naszego własnego produktu.



Masz pytania? Napisz do mnie! Podoba Ci się ten wpis? Pokaż go znajomym! Możesz łatwo użyć w tym celu Facebooka. Wolisz mnie posłuchać? Zapraszam na kanał na YouTube.


Zdjęcie: luked via Foter.com / CC BY

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

Postacie fikcyjne a prawo autorskie - film i kanał na YouTube



Ogłaszałam i zapraszałam na moją prelekcję 30 kwietnia na Festiwalu Fantastyki Pyrkon w Poznaniu. Mogliście zauważyć, że to nie była moja pierwsza wizyta na imprezie fantastycznej - wcześniej opowiadałam o prawie autorskim między innymi na Polconie oraz na łódzkim Festiwalu Fantastyki Kapitularz. Powód jest prosty: uwielbiam fantastykę. Dlatego jeśli mogę opowiadać o prawie i fantastyce jednocześnie, uważajcie…. Nic mnie nie zatrzyma!
Kancelaria na Ulicy Pokątnej... to by było coś!


Pyrkon jest największym festiwalem fantastyki (inaczej mówiąc: konwentem) w Polsce. W ubiegłym roku odwiedziło go ponad 40 000 fanów. W tym roku, biorąc pod uwagę ilość ludzi w budynkach Międzynarodowych Targów Poznańskich - bo tam odbywa się Pyrkon - uczestników było naprawdę wielu.


Oczywiście nie obyło się bez komplikacji. Byłam na Pyrkonie pierwszy raz i nie do końca wiedziałam, jak kupić wejściówkę jako prelegent. Koniec końców nie miałam nobliwej zielonej plakietki “Program”, ale za to własnoręcznie podpisany identyfikator uczestnika.


Na szczęście nie było problemu z wygłoszeniem prelekcji ze zwykłą plakietką


I tym razem okazało, jak potrzebnym tematem jest prawo autorskie. Bardzo mnie to cieszy! Od początku myślałam jednak o tym, że przecież nie każdy będzie mógł przyjść. Wiele osób wyjechało na majówkę. A artykuł to nie to samo, co prezentacja, którą można spokojnie włączyć w tle i posłuchać.
Dlatego od razu zapytałam organizatorów, czy mogę przynieść kamerę i nagrać moją prezentację, żeby potem móc ją umieścić na kanale na YouTube.


Z dumą i radością zapraszam Was więc do obejrzenia prezentacji “Prawo autorskie dla superbohaterów”, a przy okazji ogłaszam - Prawnointelektualny ma swój kanał na YouTube! Możecie na nim obejrzeć już dwie prezentacje z moim udziałem.

Zapraszam do wysłuchania prelekcji “Prawo autorskie dla superbohaterów”.







Masz pytania? Napisz do mnie! Podoba Ci się ten wpis? Pokaż go znajomym! Możesz łatwo użyć w tym celu Facebooka. Wolisz mnie posłuchać? Zapraszam na kanał na YouTube.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

Fanowskie napisy do filmów nielegalne w holenderskim sądzie





W Internecie można znaleźć wiele stron czy forów oferujących nieoficjalne napisy do filmów. Takie napisy zazwyczaj pojawiają się kilkanaście godzin po premierze nowego odcinka czy jeszcze przed premierą polskiego wydania dvd. Czy jednak rzeczywiście można je dowolnie tworzyć?

Sąd w Holandii: fanowskie napisy do filmów są nielegalnel


Ostatnio sprawą zajął się sąd w Amsterdamie, który w wyroku z 19 kwietnia 2017 r. uznał, że:

napisy mogą być tworzone i rozpowszechniane tylko za zgodą uprawnionych.
Zdaniem sądu, tworzenie i dystrybuowanie napisów bez zgody osoby uprawnionej - na przykład dystrybutora czy producenta - stanowi naruszenie praw autorskich, które może skutkować określoną w przepisach karą.

Sprawa toczyła się pomiędzy holenderską antypiracką organizacją BREIN a Free Subtitles Foundation. BREIN ma to takim rozstrzygnięciu sądu powody do zadowolenia. Czy uda się skutecznie ścigać autorów nieoficjalnych napisów? Czas pokaże.


A jak by było w Polsce?

Na razie wyrok zapadł w Holandii, chociaż mówi się już, że może mieć dalekosiężne skutki i wyznaczyć trend, za którym pójdą sądy i przepisy innych krajów. W Polsce jak na razie podobnej sprawy nie było, ale zastanówmy się, czy zapadłby w niej równie surowy wyrok.

Moim zdaniem tak

Napisy są bowiem niczym innym jak tłumaczeniem dialogów pojawiających się w filmie czy serialu. Dialogi te są częścią utworu audiowizualnego w postaci filmu czy serialu. Z kolei utwór ten podlega ochronie prawa autorskiego.


Napisy mogą więc być opracowaniem cudzego utworu.
Jak podpowiada ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych: opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa pierwotnego. Czyli tłumacz ma swoje prawa, a autor dialogów (wytwórnia, producent) swoje. I cały czas są one pod ochroną.

Poza tym jednocześnie ustawa mówi:


Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. 


W skrócie: napisy do serialu można stworzyć do szuflady i wszystko jest w porządku. Ale kiedy je wyjmiemy, a tym bardziej puścimy w świat, może się okazać, że staniemy się przyczynkiem do kolejnej głośnej sprawy.


Więcej o opracowaniach, a także o utworach inspirowanych przeczytasz tutaj.


Masz pytania? Napisz do mnie! Podoba Ci się ten wpis? Pokaż go znajomym! Możesz łatwo użyć w tym celu Facebooka.


Zdjęcie: limbte via Foter.com / CC BY

Wielkanoc a prawo


Wesołych świąt!

Drodzy Czytelnicy, cieszę się, że jesteście ze mną już od ponad roku! Przy okazji świąt wielkanocnych chcę Wam życzyć odpoczynku i spokoju.


Jednocześnie jednak, miejsce zobowiązuje i nie byłabym sobą, gdybym nie zaproponowała Wam odrobiny prawa również przy takiej okazji. Dlatego wspólnie spójrzcie razem ze mną na Wielkanoc… okiem prawnika.


Baba wielkanocna pod ochroną prawa?


A konkretnie przepis na babę i inne pyszne dania, które pojawiają się co roku na naszych stołach. Przekazujemy je z pokolenia na pokolenie, ale też znajdujemy na blogach czy w książkach kucharskich. Mimo to, baby, żurki i mazurki są do siebie podobne - to przecież te same dania. Czy więc przepisy na nie mogą być pod ochroną prawa autorskiego?


Diego Delso, Babka, Munich, Germany, CC BY-SA 3.0



Według ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, utwór to każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w każdej postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.


To znaczy, że przepis kulinarny wyrażony w indywidualny, kreatywny sposób, jak najbardziej może być utworem. Zatem autorzy blogów czy książek kucharskich mają pełne prawo do ochrony swoich tekstów, o ile ich przepisy kulinarne nie sprowadzają się jedynie do krótkich poleceń i instrukcji, jak ugotować konkretne danie. Ale uwaga!


Co z sednem przepisu, czyli sposobem, w jaki przygotowujemy potrawę - proporcjami, składnikami i instrukcją postępowania? To już jest zasada działania, której prawo autorskie nie chroni, podobnie jak pomysłów, metod czy procedur. Trudno sobie przecież wyobrazić, żeby tylko jedna osoba na świecie mogła przygotować żurek! Byłaby to mała tragedia...

Śmiało zatem pieczcie i gotujcie, a jeśli planujecie podzielić się swoimi przepisami - zadbajcie o ich twórczą, kreatywną oprawę.


Plagiat pisanek - czy to możliwe?

Najwięcej zabawy miałam zawsze z tworzeniem własnych pisanek, mimo że bywały… niezgrabne. Ale zawsze odrobinę zazdrościłam tym, którzy potrafią tworzyć pisanki jak dzieła sztuki. A ponieważ dzieła plastyczne mogą przybrać różną postać, dlaczego nie pisanek?

Photo credit: Foter.com


Twórcze, kreatywne, indywidualne wzory czy obrazy malowane na jajkach i tworzące ostatecznie pisanki, mogą podlegać ochronie prawa autorskiego. Nie ma znaczenia, czy obrazek namalujemy na płótnie, na kartce papieru czy na skorupce jajka. Oczywiście nie będzie to dotyczyło na przykład jajek farbowanych w całości w cebuli, które - choć moim zdaniem piękne - nie będą mieć jednak indywidualnego charakteru. Co innego, jeśli wydrapiemy na skorupce misterne wzory.

Ochrona prawa autorskiego będzie miała na pewno większe znaczenie w przypadku pisanek przeznaczonych do sprzedaży. Przy tego typu rękodziele warto postawić na własne pomysły i oryginalne wzory.


Prawo z wizytą na… cmentarzu


W okresie świąt wiele osób wybiera się z wizytą na groby bliskich. Od kilku lat oferta zniczy jest bardzo bogata i okolicznościowe lampiony stały się faktem - choinki na Boże Narodzenie, baranki, bazie i kolorowe jaja na Wielkanoc.


Na razie nie słyszałam o sporach dotyczących zniczy okolicznościowych, ale w 2014 r. Zapadł wyrok Sądu Najwyższego (wyrok z 6 marca 2014 r., V CSK 202/13), w którym za utwór uznano... prosty, kolumnowy znicz, jakich pełno w okolicach cmentarzy, a którego zdjęcie widzicie poniżej.

Zdjęcie pochodzi z książki R. Markiewicza "Zabawy z prawem autorskim", Wolters Kluwer, Warszawa 2015, s. 37


Ten wyrok wydaje się być dosyć zaskakujący, ale jak powtarzam zawsze, także od początku istnienia tego bloga - utworem w rozumieniu prawa autorskiego może być wszystko, byle tylko spełniało wymogi ustawowej definicji.


Nieświeże jedzenie a odpowiedzialność cywilna


Na koniec przypomnienie uniwersalne, niezwiązane już z prawem autorskim. Przed świętami wszyscy robimy mniejsze lub większe zakupy spożywcze, starając się, żeby niczego nie zabrakło. Warto pamiętać, że za nieświeże jedzenie sprzedawca ponosi odpowiedzialność.


Jeżeli - czego nikomu z Was nie życzę! - wielkanocne jedzenie okaże się być zepsute, a Wy się zatrujecie, sprzedawca może ponosić odpowiedzialność za szkodę.

Na dobrą wróżbę - zdjęcie całkowicie świeżych warzyw!
Photo credit: Muffet via Foter.com / CC BY


Życzę Wam jednak pięknych pisanek, smacznego i pysznego jedzenia!


PS - Z wielką mocą przychodzi potrzeba ochrony...



Przypominam, że już 28 kwietnia o 13:00 możemy spotkać się na żywo podczas Festiwalu Fantastyki Pyrkon w Poznaniu, gdzie opowiem o tym, jak postaci fikcyjne są chronione prawem autorskim. Obiecuję dużo obrazków i ciekawostek!


Dowiecie się też, na co zwrócić uwagę, tworząc własną postać tak, żeby była pod jak największą ochroną. Spotkanie nosi wiele mówiący tytuł "Prawo autorskie dla superbohaterów" - a Ty przecież jesteś jednym z nich!


Tutaj znajdziecie informacje na stronie imprezy: klik, a na Facebooku jest wydarzenie, do którego można dołączyć.


To będzie mój pierwszy raz na Pyrkonie, w dodatku od razu udało się dostać z prelekcją. Trzeba korzystać ;) Serdecznie zapraszam!


Zdjęcie na górze wpisu: 
Photo credit: Foter.com


Masz pytania? Napisz do mnie! Podoba Ci się ten wpis? Pokaż go znajomym! Możesz łatwo użyć w tym celu Facebooka.

Copyright © Prawnointelektualny - prawo autorskie i doradztwo dla twórców Martyna Czapska

Distributed By My Blogger Themes | Blogger Theme By NewBloggerThemes Up ↑